...

Gdyby nie to kolano...

Kategoria: Artykuły - Felietony / 20 Listopada 2007

Wyświetleń: 2239

Komentarzy: 0

Tagi:

Tenisista stołowy Artur Daniel może mówić o pechu. Gdy w Grodzisku Mazowieckim znalazł wreszcie profesjonalny klub, dopadła go kontuzja. Chce grać na sto procent możliwości, ale nie może. Jest już po jednej operacji, a boi się, że może nie była to ostatnia.


REKLAMA Czytaj dalej

Artur Daniel urodził się 25 lat temu w Chełmie, a gdy miał 10 lat zaczął grać w tenisa stołowego w miejscowym klubie Ogniwo.

– Na treningi namówił mnie wujek, zresztą moja cała rodzina pasjonuje się tym sportem. Zbytnio nie miałem wyboru, musiałem wybrać tenis stołowy. Po jakimś czasie strasznie mi się to spodobało i postanowiłem poważnie myśleć o tej dyscyplinie – wspomina Artur Daniel.

Trzy lata później Daniel należał już do ścisłej czołówki w swojej kategorii wiekowej w Polsce. Został powołany do reprezentacji Polski juniorów oraz dostał przydział do ośrodka Polskiego Związku Tenisa Stołowego w Gdańsku. Wtedy też rozpoczęła się jego prawdziwa kariera tenisisty stołowego.

– W ośrodku było nas 10, wszyscy z rocznika 1982. Przez kilka lat ciężkiej pracy w Gdańsku nauczyłem się wiele. Właściwie to ośrodek nauczył mnie życia – powiedział Daniel.

Nie tylko życia. Gdy Daniel w wieku 17 lat został zatrudniony przez klub Pogoń Lębork i regularnie występował w ekstraklasie, pojawiły się pierwsze pieniądze. Zawodnik ten był uznawany przez wielu za wielki talent.

– Udawało mi się zdobywać medale w kilku międzynarodowych turniejach, jednak pozostał niedosyt. Nie byłem za to ulubieńcem trenera Leszka Kucharskiego, ówczesnego trenera kadry juniorów i nie pojechałem na mistrzostw Europy, gdzie drużyna zdobyła medal – żali się Daniel.

Dwa lata później Daniel zmienił klub. Pogoń sprowadziła do Lęborka kilku znakomitych zawodników i dla Daniela zabrakło miejsca w podstawowym składzie. Jednak młody i zdolny zawodnik nie narzekał na brak propozycji. Wybrał Olimpię Grudziądz – klub, w którym mógł grać regularnie w ekstraklasie. To był przełomowy etap w jego karierze. Tam stał się jednym z najlepszych zawodników polskiej ekstraklasy, siał postrach wśród wszystkich pingpongistów. Przez cztery lata gry w Grudziądzu Daniel zdobył z tym klubem trzy medale drużynowych mistrzostw Polski.

– Bardzo mile wspominam czas spędzony w Olimpii, mieliśmy młody zespół, stawaliśmy regularnie na pudle mistrzostw Polski. Jednak wszystko, co dobre, szybko się kończy. Działacze z Grudziądza nie szanowali zawodników, atmosfera w klubie stawała się coraz gorsza. Ja w tym czasie nie narzekałem na brak ofert od innych pracodawców. Dlatego postanowiłem zmienić klub – tłumaczy nam Daniel.

Trzy lata temu na mapie klubów z ekstraklasy pojawiła się drużyna z Jaktorowa, był to obecny TUR Bogoria Grodzisk Mazowiecki.

– Dostałem bardzo konkretną propozycję od Dariusza Szumachera, prezesa Bogorii. Bardzo ambitny prezes, bardzo ambitne plany. Postanowiłem spróbować i nie jestem zawiedziony. Patrząc na moją decyzję z perspektywy ostatnich trzech lat, to nigdy nie myślałem, że będę grać w tak profesjonalnym klubie. Tutaj wszystko powoduje, że człowiek chce grać w ping-ponga. Poza tym traktuję Dariusza Szumachera jak ojca, to chyba wystarczająca argumentacja – z dumą na twarzy mówi o Bogorii Artur Daniel.

Były chwile szczęścia, była też niezapomniana radość, jednak w życiu sportowca przychodzą czasami takie dni, o których chce się zapomnieć, takie momenty, które wspomina się z grymasem na twarzy. Tak też było w życiu Artura Daniela. Zawodnik z Grodziska Mazowieckiego podczas ubiegłorocznego obozu nabawił się poważnej kontuzji.

– Jestem po rekonstrukcji wiązadła krzyżowego. Stało się to przeszło rok temu podczas okresu przygotowawczego do sezonu. Ale zbagatelizowałem sprawę. Operację przeszedłem dopiero w marcu i do dziś nie mogę dojść do siebie. Niedawno miałem robiony rezonans magnetyczny i nic za bardzo nie wykazał. Jednak czuję, jak przeskakuje mi coś z tyłu kolana, dlatego prawdopodobnie potrzebna będzie artroskopia. Jeżeli coś wykaże, to czeka mnie kolejna operacja. Jestem sportowcem, a sport to nie tylko sukcesy, to również porażki. Moją jest właśnie ta kontuzja – kończy z lekkim grymasem na twarzy Daniel.

Artykuł pochodzi z tygodnika Polska "Nasze Miasto", który można kupić na Mazowszu. Autorem tekstu jest Paweł Gąsiorski.

Foto: Ireneusz Kanabrodzki