Zakończyły się mistrzostwa Europy kadetów i juniorów w tenisie stołowym. W każdej konkurencji zwyciężali faworyci. Gavin Evans, Petrissa Solja, Paul Drinkhall i Margaryta Pesotska. Ta ostatnia jeszcze kilka lat temu grała na OTK-ach, przegrywając z naszymi zawodniczkami. Co się stało, że nagle gra o dwie klasy lepiej od naszych pingpongistek? Odpowiedź jest prosta. Inna szkoła treningowa, inne podejście do zawodniczek. Mimo korupcji na Ukrainie, jakoś sobie radzą. Zdobywają więcej medali niż my, Polacy.
W Terni, gdzie odbyły się mistrzostwa, zdobyliśmy trzy medale – same brązowe. Dwa z nich do kraju przywiozła Klaudia Kusińska, która z roku na rok gra coraz lepiej. Należy pochwalić również Maję Krzewicką i drużynę juniorów.
Jednak moim zdaniem, nie były to dla nas udane mistrzostwa. Juniorzy kompletnie zawiedli. Była szansa na medale w grze podwójnej oraz w singlach, skończyło się na nadziejach. Zawiedli również kadeci, myślałem, że bardziej powalczą. Liczyłem na Tomka Wiśniewskiego, przynajmniej na ćwierćfinał z jego udziałem.
Europejscy specjaliści od tenisa stołowego bardzo ciepło wypowiadali się o Michale Bańkoszu, oby mieli racje, że to jest przyszłość europejskiego tenisa stołowego. Ciekawe też zaprezentowała się Kaśka Ślifirczyk, która wygrała turniej pocieszenia.
Aha, zapomniałem o Magdzie Szczerkowskiej, która dotarła do ćwierćfinału. Za co należą się jej wielkie brawa. Ogólnie sytuacja naszych nie wygląda źle, ale za rok w męskim tenisie będzie jeszcze gorzej. Nie sądze, by któryś z naszych juniorów czy kadetów zdobył medal. Jedyna nadzieja pozostanie w Szczerkowskiej i Kusińskiej…
Trenujcie, grajcie, wygrywajcie, tego wam życzę!